Po raz kolejny korytarze Pallottiego zaroiły się od mitologicznych postaci, które odwiedziły nasza szkołę, przybywając wprost z Olimpu i najdalszych zakamarków Hellady. Wszystko za sprawą… języka polskiego i omawianych w kl. 5 mitów.
Od samego rana po szkole dumnie przechadzał się Zeus, a tuż za nim czujna i zazdrosna Hera, która nie spuszczała oczu z kochanego męża. Co jakiś czas w całym budynku rozlegały się huki piorunów – to efekt rozmowy między tymi boskimi małżonkami. Łazienkę okupował Posejdon – władca mórz i oceanów, a swojego młota z uporem poszukiwał Hefajstos, który dotarł nawet do… pokoju nauczycielskiego i pewnie przetrząsnąłby jego zakamarki, gdyby nie wygonił go stamtąd jeden z nauczycieli. Syzyfowi, oprócz ciężkiego głazu, przybył jeszcze cięższy plecak (wypełniony potrzebnymi i niepotrzebnymi w ciągu dnia rzeczami), który dzielnie taszczył na drugie piętro, tęsknie spoglądając na wielkie i genialne skrzydła Dedala. Chętnie by je pożyczył, ale ten właśnie szykował się do ucieczki do Aten (czekał tylko na swego syna, który znowu gdzieś się zawieruszył). Demeter chodziła z piętra na piętro i poszukiwała Persefony, która przepadła w mrocznym królestwie Hadesa, a Orfeusz pełnym uczucia wzrokiem wodził za ukochaną Eurydyką, wyśpiewując na swojej lirze pełne uczuć pieśni. Mądra Atena szykowała się, by uspokoić skłóconych uczniów i pomóc Heraklesowi w kolejnej pracy (chodziło chyba o zadanie z matematyki😉). Nie przeszkadzało jej to jednak toczyć równocześnie sporu z Afrodytą i Herą o tytuł najpiękniejszej z bogiń (ach! te kobiety). Artemida poszukiwała swego brata-urwipołcia Apolla, który gdzieś przepadł bez wieści. Pewnie znów zagadał się z muzami albo pisze poemacik na polski, żeby przypodobać się pani (ostatnio zapomniał wypracowania). Niobe daremnie roniła łzy za swoimi dziećmi i opowiadała pełnym smutku głosem swoją tragiczną historię, przestrzegając wszystkich przed arogancją i pychą. A po całej szkole biegał Hermes, który poszukiwał zapałek, gdyż Prometeuszowi zgasł ogień, zaś kolejna wizyta na Olimpie mogła się dla niego zakończyć katastrofą. Dobrze, że Hermes miał skrzydełka przy sandałach, prawie potknął się o kłębek nici, który wypadł z kieszeni Tezeusza. O mały włos, a Tezeusz nie wiedziałby, jak trafić do sali od polskiego!
I takie to rzeczy dzieją się każdego roku w Pallottim, kiedy kl. 5 omawia mity…
