Teraz drzewa liście na się wzięły,
Polne łąki pięknie zakwitnęły;
Lody zeszły, a po czystej wodzie
Idą statki i ciosane łodzie.
Jan Kochanowski, Pieśń II, Księgi Pierwsze
Wiosna! Wiosna w pełni!
Wyjeżdżamy na wycieczkę do Czarnolasu. Będziemy podążać śladami Jana Kochanowskiego i szukać śladów renesansu w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą.
Uczestnicy wycieczki to uczniowie kl. 6 i 8 wraz z opiekunami. W pełnej gotowości stawiają się wczesnym rankiem i wyposażeni w dobre humory ruszamy.
Droga wiedzie przez Policzną, Czarnolas, Zwoleń do Kazimierza. Wszędzie trafiamy na ślady Kochanowskiego. Poznajemy oraz utrwalamy wiedzę o losach i twórczości Ojca Polskiej Poezji. W czarnoleskim muzeum słuchamy gawędy o życiu poety, patrzymy na nieliczne pamiątki, które pamiętają jego czasy, dotykamy drzwi dawnego dworu… Potem, spacerując duktami pobliskiego parku, dochodzimy do miejsca, gdzie rosła niegdyś słynna lipa, szepcząca:
Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
Siadamy na kamieniu, który - wg legendy - ma pomóc w osiągnięciu mistrzostwa w dziedzinie pisania wypracowań i humanistyki w ogóle. Chętnych wielu – aż miejsca brakuje. Po chwilowych przepychankach udaje się osiągnąć kompromis i wszyscy czerpią tajną moc od niezwykłego głazu…
Zasłuchani w szelest liści i rechot żab dochodzący ze stawu, ruszamy do autokaru i podążamy w stronę Zwolenia. Tu chwila zadumy w Kościele Podwyższenia Krzyża Świętego i nawiedzenie kaplicy Kochanowskich, w której znajduje się nagrobek poety i członków jego rodziny.
Dalej droga wiedzie do Kazimierza. Na rynku słuchamy krótkiej pogawędki o mieście i słynnych kamieniczkach Przybyłów – świetnie zachowanych renesansowych budynkach, które stwarzają okazję, by wydobyć z zakamarków pamięci to, co pamiętamy o sztuce odrodzenia i jej cechach.
A potem… Potem czas na coś dla ciała! Głodne brzuchy chcą jeść, a więc idziemy na pizzę! Robi się nieco chłodniej, zatem perspektywa spędzenia godzinki przy pysznym jedzonku miło łechce nasze podniebienia. Rozchodzimy się do licznych pizzerii i kawiarenek, których pełno wokół kazimierskiego rynku. Większość wybiera lokal Sarzyńskiego, gdzie oprócz pizzy skosztować też można pysznych wypieków i kupić słynne koguty.
Najedzeni i szczęśliwi spotykamy się na środku rynku, przy studni. Wiele radości dostarcza nam karmienie gołębi, które chętnie wyciągają dzioby po rzucane im ziarna i okruchy. Niespodziewanie zaczyna prószyć śnieg! A mamy jeszcze w planach spacer wąwozem do Kuncewiczówki.
Pogoda nam nie straszna, więc wspinamy się pod górę po kocich łbach i podziwiamy znajdujące się dokoła ściany wąwozu. Pod dworkiem Kuncewiczów krótki postój i parę słów od Pani Przewodniczki na temat historii tego miejsca i jego właścicieli. Jeszcze tylko wspólna fotka i schodzimy. Na parkingu czeka na nas autokar. Nieco zmarznięci z ochotą wsiadamy do ciepłego pojazdu. Ruszamy do Ożarowa.
To był ciekawie i miło spędzony czas. Wróciliśmy zadowoleni, z głowami pełnymi wiedzy o czarnoleskim poecie i związanych z nim miejscach. Ta wiedza na pewno przyda się na lekcjach języka polskiego, a może… pomoże na egzaminie? Kto wie…
